Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty

19 sie 2016

Wielka Wyprawa Biegowa. Rytro - Piwniczna Zdrój

Czasem, kiedy sama nie wiem, co w jakimś doświadczeniu podobało/nie podobało mi się najbardziej, próbuję streścić je w trzech punktach. Trzy rzeczy, które zapamiętam jako fajne i trzy, które były do kitu. Minimalizm jest dobry. Tak też zrobiłam teraz, siedząc przy biurku ze szklanką wody mineralnej i mocnym postanowieniem, że to właśnie dzisiaj napiszę opowieść o ostatniej wyprawie. Bo wszystko dookoła zdecydowało, że nie wypuści mnie na kolejną, dopóki nie wyrównam rachunków z poprzednią. A ja już tak bardzo chcę jechać w góry!
Dlatego kto ma ochotę poczytać o trzech rzeczach, dla których warto było mordować się na upale, niech czyta! Mam trzy plusy i dwa minusy. Trzeciego jakoś nie mogłam znaleźć.


1 lip 2016

I got lost on the way but i'm a supergirl. Lipiec będzie dobry

Przeglądałam ostatnio blogaska i stwierdziłam, że od jakiegoś czasu przestał być moim blogaskiem i pewnie dlatego wcale nie chciało mi się nic wiele pisać. Moje wesołe tekściki o dziwnych wydarzeniach zostały wyparte przez wydumane mądrości, maczetowość jakoś przepadła. 
Nie napisałam przecież ani słowa o zegarku, o którym marzyłam jeszcze zanim wyszedł na rynek, a kupiłam go jeszcze wiosną. Nie zapisałam, co lubię robić na siłowni, a co sprawia, że czuję się szybsza. Nie zamieniłam w słowa swoich planów. 


Nie ma co, zatęskniło mi się troszkę za opowieściami o tym, co akurat robię, do których mogę wracać po roku i stwierdzać "No, Małga, starałaś się"(albo "No nieźle to *#&$(@). No ale. Jak mam za rok wrócić do czegoś, czego tu nie ma?
I tu wkrada się moja najważniejsza myśl - czemu by nie zacząć znów zarzucać was historyjkami o machających mi konduktorach?

And then she'd say: It's OK, I got lost on the way 
But I'm a Supergirl and Supergirls don't cry. 
Dlatego dzisiaj wklepię tutaj swoje postanowienie. Takie na serio, bo jak już je tutaj wrzucę, to będę musiała go przestrzegać. 

1 paź 2015

Pożegnanie z wakacjami i plany na nowy rok (akademicki)

Zrobił się październik i ufffff! Tak bardzo oddycham z ulgą z tego powodu! Jestem jeszcze tak bardzo w K20, że właśnie kończę wakacje i zabieram się do pracy, w końcu to nowy rok akademicki. Jak się z tym czuję? Fantastycznie! Prawdopodobnie za jakieś dwa miesiące nie będę już myśleć tak samo, ale póki co jestem mega podekscytowana, pełna entuzjazmu, nadziei i wszystkie inne srutututututu. Po prostu cieszę się, że znowu będę miała normalny rytm dnia, plan i nie będę mogła poddawać się lenistwu. Lubię te pierwsze dni, kiedy wszystko wydaje się takie proste i możliwe!
Ale póki co to jest ostatnia chwila, żeby spojrzeć wstecz i zrobić kolekcję wspomnień z tych wakacji.

LIPIEC!

21 sie 2015

Kleszczowy alarm

Pewnie słyszeliście o tym milion razy. Kiedy tylko zaczyna się robić cieplej, trawa dorasta do kolan, a drzewa mają liście z prawdziwego zdarzenia, do akcji wkraczają kleszcze. Podłe, krwiożercze potworki, które nie byłyby straszniejsze, niż komary, gdyby nie fakt, że głupie ugryzienie kleszcza może wywołać naprawdę poważne choroby.

Tak to właśnie widzę. (źródło: popculturecrunch.com)

Jako że w ciągu jednego dnia, kiedy wróciłam do domu, zdążyłam załapać się na dwa kleszcze, postanowiłam przypomnieć sobie (i wam, jeśli macie ochotę przypominać sobie takie rzeczy) kilka dobrych zwyczajów, które pomogą uniknąć tego stresującego momentu, kiedy odkrywa się, że Obcy ma trochę zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością.

14 sie 2015

Wielka Wyprawa Biegowa - czego mnie nauczyła?

W samo południe! Polana Morgi.

No dobra, przyznaję - kiedy zaczynałam pisać ten post, nie do końca wiedziałam, co właściwie powinnam napisać. Czy było gorąco? Pod górę? To wiadomo od razu. Nie mam też miliona spektakularnych zdjęć, bo Brzanka nie jest spektakularna w taki sposób, jak super wypasione zbocza Tatr i widoki aż do Paryża. Jest zdecydowanie bardziej leśna, wyciszona i subtelna (poezja prawie no!). A jakby brak zapierających dech w piersiach panoram nie był wystarczającym powodem, żeby zdjęcia były przeciętne, to jeszcze trzeba wziąć pod uwagę, że przez większość czasu albo biegłam, albo szybko szłam, wszystko było wilgotne, a w dodatku na szczycie byłam tuż przed południem. Wtedy, kiedy jest bardzo gorąco, a cały świat spowija taka półprzezroczysta mgiełka. I widać jeszcze mniej, niż zwykle.
Dlatego postanowiłam się skupić na tym, czego taka wyprawa biegowa uczy. Nawet jeśli nie do końca była Wielką Wyprawą Biegową, którą miała być.

3 wrz 2014

13. Owocowy miks

Sezon owocowy trwa w najlepsze i staram się go wykorzystywać tak, jak to tylko możliwe. Sama jestem wielką wielbicielką koktajli, mogłabym je pić na śniadanie, obiad i kolację. Moja familja nie do końca podziela jednak moją miłość. Kiedy pod wieczór wchodzę do pokoju i zadaję standardowe pytanie "Napijecie się koktajlu?" reakcja zawsze jest taka sama. Chętnych brak.
Sprawy mają się tooootalnie inaczej, kiedy stwierdzam, że robię owocowy miks. Kto się napije? WSZYSCY!
Tu można by zadać pytanie - czym różni się owocowy miks od koktajlu?
Hm. Nie ma w nim mleka.
Koniec różnic.
Nie mam zielonego pojęcia, co jest nie tak z mlekiem, ale skoro owocowy miks cieszy się większą popularnością, trzeba się dostosować. W ciągu ostatnich tygodni stałam się prawdziwą mistrzynią we wrzucaniu wszystkich możliwych owoców do blendera.
Poprzednim razem uwieczniłam proces produkcji, taka pamiątka na zimowe, smutne dni, kiedy będę tęskniła za smakiem świeżych, pachnących słońcem rzeczy.


  1. FAZA 1, wstępna. To na tym etapie następuje czynność pytania. Układam wszystkie składniki w widocznym miejscu tak, żeby wszyscy widzieli, co się szykuje i mieli czas przygotować się psychicznie.
  2. FAZA 2, przejściowa. Zastanawiam się, czy jest jeszcze coś, co można wrzucić. Czasem znajdą się jakieś rodzynki, zabłąkana gruszka, której nikt już nie chce zjeść... Albo mama przypomni sobie o czymś, co czeka na chwilę chwały gdzieś na parapecie.
  3. FAZA 3, najokropniejsza. Sok, sok, całe hektolitry soku, które za wszelką cenę chcą dostać się na podłogę. Krojenie, siekanie, wyciąganie pestek. Ble.
  4. FAZA 4, wciskanie do maszyny. Żeby ciało stałe stało się ciałem płynnym, potrzebny jest nóż. A najlepiej maleńkie nożyki kręcące się w kółko i przerabiające wszystko na papkę. Czasem tylko trzeba dociskać owoce, żeby się zmieściły. Albo miksować na raty. Albo najpierw jedno, a potem drugie.
  5. FAZA 5, najpyszniejsza. Ostatnia faza, w której udział biorą rurki z Ikei. Konsumpcja!

To robi wrażenie. Jak niewiele trzeba, by zapewnić sobie konkretną dawkę witamin i radości. Nie trzeba chyba wspominać, że owocowy miks jest świetnym rozwiązaniem na smutne, deszczowe dni, kiedy odechciewa się żyć, a przeziębienie czai się, czekając na chwilę słabości.

Jesień? Nie damy się jej!
Niech się dzieje :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...