Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty

19 sie 2016

Wielka Wyprawa Biegowa. Rytro - Piwniczna Zdrój

Czasem, kiedy sama nie wiem, co w jakimś doświadczeniu podobało/nie podobało mi się najbardziej, próbuję streścić je w trzech punktach. Trzy rzeczy, które zapamiętam jako fajne i trzy, które były do kitu. Minimalizm jest dobry. Tak też zrobiłam teraz, siedząc przy biurku ze szklanką wody mineralnej i mocnym postanowieniem, że to właśnie dzisiaj napiszę opowieść o ostatniej wyprawie. Bo wszystko dookoła zdecydowało, że nie wypuści mnie na kolejną, dopóki nie wyrównam rachunków z poprzednią. A ja już tak bardzo chcę jechać w góry!
Dlatego kto ma ochotę poczytać o trzech rzeczach, dla których warto było mordować się na upale, niech czyta! Mam trzy plusy i dwa minusy. Trzeciego jakoś nie mogłam znaleźć.


21 sie 2015

Kleszczowy alarm

Pewnie słyszeliście o tym milion razy. Kiedy tylko zaczyna się robić cieplej, trawa dorasta do kolan, a drzewa mają liście z prawdziwego zdarzenia, do akcji wkraczają kleszcze. Podłe, krwiożercze potworki, które nie byłyby straszniejsze, niż komary, gdyby nie fakt, że głupie ugryzienie kleszcza może wywołać naprawdę poważne choroby.

Tak to właśnie widzę. (źródło: popculturecrunch.com)

Jako że w ciągu jednego dnia, kiedy wróciłam do domu, zdążyłam załapać się na dwa kleszcze, postanowiłam przypomnieć sobie (i wam, jeśli macie ochotę przypominać sobie takie rzeczy) kilka dobrych zwyczajów, które pomogą uniknąć tego stresującego momentu, kiedy odkrywa się, że Obcy ma trochę zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością.

14 sie 2015

Wielka Wyprawa Biegowa - czego mnie nauczyła?

W samo południe! Polana Morgi.

No dobra, przyznaję - kiedy zaczynałam pisać ten post, nie do końca wiedziałam, co właściwie powinnam napisać. Czy było gorąco? Pod górę? To wiadomo od razu. Nie mam też miliona spektakularnych zdjęć, bo Brzanka nie jest spektakularna w taki sposób, jak super wypasione zbocza Tatr i widoki aż do Paryża. Jest zdecydowanie bardziej leśna, wyciszona i subtelna (poezja prawie no!). A jakby brak zapierających dech w piersiach panoram nie był wystarczającym powodem, żeby zdjęcia były przeciętne, to jeszcze trzeba wziąć pod uwagę, że przez większość czasu albo biegłam, albo szybko szłam, wszystko było wilgotne, a w dodatku na szczycie byłam tuż przed południem. Wtedy, kiedy jest bardzo gorąco, a cały świat spowija taka półprzezroczysta mgiełka. I widać jeszcze mniej, niż zwykle.
Dlatego postanowiłam się skupić na tym, czego taka wyprawa biegowa uczy. Nawet jeśli nie do końca była Wielką Wyprawą Biegową, którą miała być.

7 lut 2015

Jak biegać w terenie i nie skończyć marnie?

Być może już ktoś zauważył, że należę do małych kłamczuchów i chociaż z maczetą zdecydowanie biega się po mieście (No bo co można maczetować w krzakach? Brzózkę i mech?), to ja w pełni odżywam dopiero wtedy, kiedy chociaż na chwilę mogę zejść z chodnika.
Ziemia, szutry, liście, trawa. Jestem dziewczynką ze wsi.



Problem w tym, że matka natura niekoniecznie dba o bezpieczeństwo ludzi, którzy opuszczają swoje stada i schodzą z oznaczonych ścieżek. W trawie czyhają jadowite węże. Za drzewami kryją się krwiożercze potwory. Niepozornie wyglądające kłącza czekają tylko, żeby powalić człowieka na ziemię i owinąć się wokół gardła.
Co zrobić, żeby móc biegać po krzakach, wrócić cało do domu, a co więcej - czerpać z tego przyjemność? (Uwaga: oparte na najprawdziwszych, najautentyczniejszych, najrzeczywistszych faktach)

1. WYBRAĆ ODPOWIEDNIE UBRANIA
Latem trzeba pamiętać o kilku ważnych rzeczach: komarach, kleszczach, kolczastych pędach. Dlatego koniecznie trzeba zabrać czapkę, wyższe skarpetki i w razie potrzeby użyć spreju na wściekłe owady.
Zimą nie trzeba przygotowywać się na armageddon pokroju "Władcy komarów". Wystarczą zwykłe ubrania. Jeśli ma się stuputy (getry też się sprawdzają, trust me), mogą się przydać, śnieg nie będzie wchodził do skarpetek.
I generalna zasada: trzeba liczyć się z tym, że do domu wracać się będzie trochę brudnym. Najpiękniejsze kurteczki i spodenki trzeba zostawić na inną okazję. A tym bardziej nowe buty.




2. UWAŻAĆ NA ZWIERZĘTA
Lasy i łąki nie są terenem ludzi, tylko zwierząt. Więc nie można się złościć na to, że nagle z trawy wystrzeli w powietrze gromadka bażantów albo saren. Trzeba tylko zadbać o to, żeby nie umrzeć na zawał i nie zderzyć się z nimi. Dlatego, jeśli wiemy, że biegniemy w okolicy, gdzie lubią się chować leśne stwory, warto od czasu do czasu klasnąć albo zakaszleć, żeby miały chwilę na ogarnięcie sytuacji i zniknięcie.
Dziki. Dzikom trzeba zejść z drogi. Zawsze.
Latem nie wolno zapominać o żmijach. Po łące należy biec jak stado słoni, żeby wszyscy słyszeli.
Ale jest też druga strona zwierzęcego świata, nie wszystko chce nas wykończyć. Piękne ptaki, motyle, jaszczurki, na nie też warto zwracać uwagę!



3. OBSERWOWAĆ OTOCZENIE
Ta zasada obowiązuje przez cały rok. Jeśli nie będziemy patrzeć pod nogi, prędzej czy później coś się nam w te nogi wbije albo elegancko przejedziemy kawałek na brzuchu. Koniecznie unikajmy niepewnych ścieżek przy stromych zboczach, a jeżeli już zsuwamy się w przepaść, to szybko trzeba łapać się drzewek i korzeni. Zimą warto unikać miejsc, w których nagle kończą się ślady zwierząt i odbijają w inną stronę. Bardzo możliwe, że przed nami rozciąga się błotna polana albo schowane pod śniegiem ostre kamienie.



4. STAŁA CZUJNOŚĆ! (ryknął Szalonooki Moody)
Ten punkt łączy się bezpośrednio z trzecim. Jeśli biegniemy wyznaczonym szlakiem - spoko, nie ma problemu. Ale jeśli z niego zbaczamy, to nie można się zagapić i zapomnieć, gdzie i w którą stronę się skręcało. A kiedy odkrywa się, że droga z powrotem gdzieś zginęła, to w ciągu kilkunastu sekund dobija się do HRmax. Może się też okazać, że nasza trasa akurat przebiega przez teren wojskowy. Wtedy też HRmax.



5. CHWYTAĆ CHWILĘ
Z góry zakładam, że do lasu nie wybieramy się, kiedy w planie mam interwały albo narastające tempo. To raczej rozrywka na luźne, spokojne biegi, które biorą pod uwagę to, że nie wszystkie słupki na endomondo będą miały tę samą wysokość. Nie wolno spinać się, kiedy okaże się, że super ekstra stroma górka masakruje tempo, czasem może się okazać, że konieczny będzie chwilowy postój. A czasem zatrzymanie wymusi jakiś piękny widok, krzak leśnych malin albo (jeszcze lepiej!) jeżyn lub borówek. Może to jakaś moja wydumana filozofia, ale wierzę, że niejednokrotnie takie rzeczy są ważniejsze, niż super czas na treningu.




A jak sprawa wygląda u was? Trzymacie się asfaltu czy ruszacie czasem w nieznane?

16 paź 2014

Kwa. Odwiedziny w krainie śliczności

Nie wiesz, jak bardzo ci tego brakowało, dopóki znów tego nie poczujesz.

Usiądźcie na chwilkę.
Zamknijcie oczy i odprężcie się.
Wyobraźcie sobie najprzyjemniejszą rzecz, którą przeżyliście w tym tygodniu.

Potem pomnóżcie ją przez piętnaście, a poczujecie to, co ja wczoraj, kiedy po raz pierwszy po maratonie poszłam biegać.
Tak się śmiesznie poskładało, że minęło pół miesiąca, odkąd jestem w Krakowie, a (łącznie ze wczorajszym) biegałam tu dwa razy. Dwa. Pierwszy raz miał miejsce dwa dni przed maratonem, więc grzecznie przedreptałam chodnikiem do sklepu i z powrotem, żałując, że nie mogę pozwolić sobie na ani odrobinę szaleństwa.

Naprawdę bardzo przestawić się z tego na chodnik przy ulicy.


Wczoraj nie byłam ograniczona wizją maratonu i wszystkich złych rzeczy, które mogą się wydarzyć, więc wyprułam po południu prosto w szczere pole, tam, gdzie czuję się najlepiej. Do "lasu". Do moich kaczek, o których mogę opowiadać tygodniami, bo towarzyszyły mi w najprzyjemniejszych wiosennych treningach godziny piątej. Małga - Tarzan.
A, myślę, że dobrze byłoby wyjaśnić jedną w sumie ważną rzecz. Pod zagadkowym określeniem moje kaczki kryją się ukryte za lasem jeziorka, w okolicy których ludzie jeżdżą na koniach. Nie wiem, co to za miejsce i czy mogę tam być, co tylko dodaje smaku przygody każdej wyprawie. Odkryłam je minionej wiosny, kiedy w wodzie kąpały się miliony kaczek, a w czasie mroźnych poranków po tafli jeziora ślizgały się mgły. I od tej pory to moje ulubione biegowe miejsce. Muszę jeszcze troszkę pobłądzić, a może uda mi się skonstruować dziesięciokilometrową trasę uwzględniającą kaczki i prowadzącą w około 70% po naturalnym terenie. Asfalt fe. Asfalt jest winny większości kontuzji, bo jest płaski, nie wymaga równomiernej pracy mięśni, a w dodatku jest twardy.

Kolejna rzecz, którą możecie sobie tylko wyobrazić, bo zaczęła mi umierać bateria w telefonie i nie dało się zrobić  zdjęć: ścieżka, żółto czerwone liście, zachód słońca, a w radiu (często biegam z RMF Classic, taka ze mnie kulturalna bestyja) grają muzykę z Gladiatora. I od szczęścia aż robi się gęsto.

Jesień jest naprawdę piękna, przynajmniej dopóki nie zrobi się obłędnie zimno i mokro.
Mam nadzieję, że też korzystacie z tego, co w tym roku dostaliśmy od pogody!

Tak było w marcu

Nieco mniej fajne jest to, że wróciłam z bolącymi mięśniami gdzieś tam biodro-pachwino-coś. Ajdonoł, ajdonoł. Sypię się.

23 sie 2014

7. Do dwóch razy sztuka

Oj, ciężko jest. Ciężko.
Tak bardzo, jak mi się nie chce, to jeszcze nigdy mi się nie nie chciało. Wczoraj stoczyłam najprawdziwszą walkę iiiii... Zwyciężyłam!
Wszystko zaczęło się od tego, że wczoraj był piątek. Pochodzę ze zdecydowanie katolskiej rodziny, więc w piątki mięsa nie jem. I nikt w domu nie je. A najlepsze, że to wcale nie oznacza smutnych, bezpłciowych piątkowych obiadków.
Otóż z samego rana przywdziałam rajtki supermana, spryskałam się obficie psikadłem na komary i wybyłam do lasu. Błoto niemiłosierne (zawsze tak się składa, że hasam po lesie po kilku deszczowych dniach), tak niemiłosierne, że kilka razy zsuwałam się z co bardziej stromych fragmentów górki. Po mniej więcej półtoragodzinnej walce z naturą wróciłam z nadzieniem do naleśników.
Naleśników z jeżynami.
I jeśli jest ktoś, kto tak, jak ja ubóstwia leśne owoce i owoce w ogóle, to potrafi pewnie zrozumieć, dlaczego tyle miejsca poświęcam tutaj jeżynom. We wszelkich postaciach.
Obiad był tak pyszny, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia. A szkoda, bo w zimie tęskni się do takich rzeczy. Ale mam starsze zdjęcie z innego razu - z borówkami i dodatkowo sosem czekoladowym.

A fe, Małga, biegasz i takie słodycze wpierniczasz? Niedobrze...
Trudno.

Pozostawał tylko jeden problem. W piątek miałam robić zaległe interwały. A w lesie interwałów się nie robi.
I tutaj przejawił się mój waleczny charakter. Pobiegłam drugi raz! I nie żałuję.
Jutro z samego rana zakończę tydzień bez większych wyrzutów sumienia. 34 kilosiki, doskonały obiad i pyszna kawa. To będzie dobry dzień.


PS Jeśli to ktoś czyta - dasz znać?

25 lip 2014

1. Jeżynowe bieganie

Od tygodnia żyłam dzisiejszą wyprawą i nic, absolutnie nic nie byłoby w stanie powstrzymać mnie przed tym, żebym dziś rano wypruła z domu do lasu.
Po kolei. Śniadanie iście po królewsku, jajecznica z kurkami, pycha! Zaraz potem wskoczyłam w biegowe wdzianko, które w razie W może się podrzeć i nie będę płakać.
Pierwszy raz używałam dzisiaj Ultrathonu na komary, bo po ostatnim bieganiu po lesie nie mogłam dojść z sobą do porządku przez dobry tydzień, tyle bąbli miałam. Ultrathon zawiera ten cieszący się mega złą sławą DEET, ma wypisaną na etykiecie całą litanię możliwych skutków ubocznych użytkowania, ale jednak postanowiłam dać mu szansę. Stwierdziłam, że skoro ratował żołnierzy przed zjedzeniem żywcem przez tropikalne komary, mnie też uratuje. I uratował. Wróciłam w całości.
A co najważniejsze – Z JEŻYNAMI!
Zrobiła się tarta. Ups! Familja zapowiedziała już, że koniecznie trzeba zjeść ją dzisiaj do końca. Czyli chyba dobra :D Na spodzie z kruszonych Hitów z czekoladą i masłem i kremem z bitej śmietany i serka mascarpone. Eksplozja kalorii.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...