Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małga rozmyśla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małga rozmyśla. Pokaż wszystkie posty

1 lip 2016

I got lost on the way but i'm a supergirl. Lipiec będzie dobry

Przeglądałam ostatnio blogaska i stwierdziłam, że od jakiegoś czasu przestał być moim blogaskiem i pewnie dlatego wcale nie chciało mi się nic wiele pisać. Moje wesołe tekściki o dziwnych wydarzeniach zostały wyparte przez wydumane mądrości, maczetowość jakoś przepadła. 
Nie napisałam przecież ani słowa o zegarku, o którym marzyłam jeszcze zanim wyszedł na rynek, a kupiłam go jeszcze wiosną. Nie zapisałam, co lubię robić na siłowni, a co sprawia, że czuję się szybsza. Nie zamieniłam w słowa swoich planów. 


Nie ma co, zatęskniło mi się troszkę za opowieściami o tym, co akurat robię, do których mogę wracać po roku i stwierdzać "No, Małga, starałaś się"(albo "No nieźle to *#&$(@). No ale. Jak mam za rok wrócić do czegoś, czego tu nie ma?
I tu wkrada się moja najważniejsza myśl - czemu by nie zacząć znów zarzucać was historyjkami o machających mi konduktorach?

And then she'd say: It's OK, I got lost on the way 
But I'm a Supergirl and Supergirls don't cry. 
Dlatego dzisiaj wklepię tutaj swoje postanowienie. Takie na serio, bo jak już je tutaj wrzucę, to będę musiała go przestrzegać. 

11 maj 2016

Czego nikt mi nie powiedział, zanim pobiegłam swój pierwszy maraton?


Wielkie odliczanie trwa!

Zostało raptem kilka dni do super pięknej niedzieli, kiedy dziesiątki osób będą płakać z powodu zablokowanych ulic, ale ich łzami nikt nie będzie się przejmował. Dlaczego? Bo oto tego dnia popłynie morze o wiele cenniejszych łez. Takich jakby ciut bardziej szczęśliwych. Oczywiście po tym, jak skończy się rzeka przekleństw i innych brzydkich słów kierowanych w stronę wmordewindu nad Wisłą.
TAK! To już! To w tę niedzielę! Cracovia Maraton! Numer piętnaście!

źródło: krakow.sport.pl

9 kwi 2016

Co się da zrobić z Małgi?

W ciągu ostatnich miesięcy jest mnie tu tak mało, że aż mi wstyd. Że aż czasami zastanawiałam się, czy w imię przyzwoitości nie powinnam skasować bloga i udawać, że nigdy nic nie zaszło, nigdy mnie tu nie było i w ogóle nic nic. Ale nie mogę, bo jest tutaj zbyt wiele postów, które, choć pozornie nic nie znaczą, są dla mnie super ważne i lubię do nich czasem wracać.
Jednak właśnie zamknęłam piąty tydzień zbierania się do kupy i stwierdziłam, że skoro zaczynam ładnie biegać, to może i z blogaskiem dam radę dojść do porządku. To takie ziarenko ekshibicjonizmu, które tkwi w każdym człowieku i czasem daje o sobie znać. Musiałam wrócić, żeby móc kolekcjonować wspomnienia.
Tak na dobry start postanowiłam dać znak życia, napisać, co robię, żeby pewnego pięknego dnia osiągnąć szczyt swoich możliwości. Bo właśnie rozpoczęłam proces doprowadzania Małgi do stanu używalności. Do dzieła.


28 gru 2015

Po co są Wielkie Wyprawy Biegowe - zapraszam na chwile do głowy, czujcie się jak w domu

Strasznie się wczoraj  nastawiłam na Wyprawę Biegową. Miałam dzisiaj spędzić cudowny dzień wśród otaczających Nowy Sącz górek. Spakowałam plecak, ustawiłam budzik, nawet nie mogłam spać, tak bardzo czekałam na poranek. Iiiii, doczekałam się. Tuż przed tym, jak miałam wychodzić z domu, zaczął się Armageddon. Ulewa. Wichura. Zostałam w domu.
Żeby choć trochę osłodzić sobie największe-rozczarowanie-tego-grudnia, postanowiłam wytłumaczyć wam, po co w ogóle są biegowe opowieści Małgi i czemu to wszystko służy. Zobaczcie, jakie dzikie dziecko pisze tego bloga, a zaczniecie drżeć na myśl o maczetach :D


3 wrz 2015

Moda na bieganie? To ja dziękuję, mody zbyt szybko mijają

Cześć, jestem Małga. Biegam bardziej lub mniej regularnie od trzech lat.
Zbyt krótko, żeby z rozrzewnieniem wspominać czasy, kiedy trenowało się w trampkach, a ludzie szczuli biegaczy psami, żeby się czymś nie zarazić, a zbyt długo, żeby nie pamiętać czasów, kiedy super mega intensywnego boomu na bieganie jeszcze nie było. A teraz jestem świadkiem biegowej transformacji i jestem ciekawa, co mają od powiedzenia ci, którzy biegają jeden-dwa-trzy albo cztery-pięć-sześć i więcej lat na ten temat.
(To sugestia, że byłoby super, gdybyście podzielili się swoim zdaniem)

Jak wszyscy biegają, to wszyscy! - Bieg AGH 2015



No to do rzeczy.

31 maj 2015

"Kilometry to nie wszystko", czyli historia maja

Cześć! Nazywam się Małga. Pod koniec kwietnia złamałam cztery godziny w maratonie, a w maju przebiegłam... 
No w sumie to niewiele.

fot. Gerard Banach

Już kawał czasu temu przestałam pisać podsumowania miesiąca, wychodząc z założenia, że oprócz mnie to nikogo tak naprawdę nie obchodzi, a nie chcę produkować bezsensownych postów. Wyjątkiem są miesiące, w związku z którymi mam coś do powiedzenia i maj jest właśnie takim miesiącem.
Kiedy zerknie się na mój (jakże piękny i niezmieniony!) kalendarz na edno, wcale nie jest jakoś ekstremalnie źle. Troszkę biegania, troszkę rolek, kilka razy koksiłam. Przemknęłam Coopera z nową życiówką, dziś pobiegłam w Odlotowej Piątce, generalnie bardzo sympatyczny miesiąc.


Do nieco innych wniosków można dojść, kiedy dowie się, że w całym miesiącu przebiegłam 93 km, a pod koniec nie biegałam w ogóle. Troszkę sobie pochorowałam, troszkę postresowałam się studiami, krótko mówiąc - życie po cywilu przejęło kontrolę nad moim bieganiem.
Ale to nic!
Tu się zaczyna część inspiracyjna, czyli "Kilometry to nie wszystko"
Bo mam taką teorię. Jest czas, kiedy trzeba dawać z siebie wszystko, cisnąć interwały o piątej trzydzieści i umierać na długich wybieganiach z prawdziwego zdarzenia. Ale jest też czas, kiedy można odpuścić, bo tak i już. Takie "słabe i nudne" miesiące też są według mnie potrzebne.

A czemu niby?

Duuuużo odpoczynku


Niby historia języka, a tu takie cuś...

To tak naprawdę ściema, bo miejsce biegania bardzo szybko zajmują inne obowiązki. Ale czasem można na przykład wybrać się na rolki, pokręcić kółka na błoniach, poplotkować. Zająć się miłymi rzeczami, na które normalnie nie miałoby się czasu. Jeśli planowało się kupić i przeczytać jakąś książkę, to to właśnie jest moment na jej przeczytanie.

Można nadrobić zaległości


Ja na przykład miałam przeokropne braki, jeśli chodzi o technikę biegania. I siłę biegową. (wciąż nienawidzę podbiegów) Więc na tym skoncentrowałam się w maju. Skipy o poranku ze ślimakami?  Super! Wieloskoki na rozmiękłym od deszczu boisku? Tak! Schody schodeczki? Taki właśnie był maj i to ze względu na to wyszło mało kilometrów. W końcu godzina ładnego, ciągłego biegu daje zdecydowanie więcej kilosików, niż trochę biegu i milion skipów.


Koniec końców i tak zaczyna się tęsknić za planem treningowym


Chyba nikt nie zaprzeczy, że kiedy ma się cel, łatwiej jest wyjść na trening. A jeszcze lepiej, jeśli wiadomo, jak ten trening ma wyglądać. Ten punkt łączy się z punktem 1. Tak! Przeczytałam (prawie ze zrozumieniem!) Danielsa i zamierzam sprawdzić, czy stosując jego metody prześcignę Kenijczyków. A prześcignę na pewno. Dlatego od jutra zaczynam i lecęęęę! Wcale się nie czuję osłabiona po tej przerwie. Raczej na odwrót - energii moc!

Zobaczycie, jeszcze będą ze mnie ludzie :D
zdj. z profilu krakowskich Night Runnersów :)

8 lis 2014

Bieganie jest takie ładne!

Mamy teraz mega modę na bieganie. Włączam telewizor - ktoś biegnie w reklamie i mówi, jakie to fajne. Wchodzę do kiosku - z półki uśmiechają się do mnie porno gazetki dla biegaczy. Włączam radio - puszczają biegacką audycję. Otwieram szafę...
Wiecie, co wam powiem? Naprawdę rozumiem wszystkich ludzi, którzy pod wpływem wszechobecnego hepi fit ran helfi bez chwili zastanowienia biegną do sklepu i kupują wypasione buty i luksusowe termoantycośtamjono koszulki. Bo to tak kusi! To takie ładne jest!

źródło: Absnews4

A przecież w telewizji mówią prawdę, co nie?
No to fruuu do sklepu, szybko zapisać się na pierwszy maraton za trzy tygodnie i raniutko pierwszy trening!
I tu zaczyna się problem.
Bo tak po kilku chwilach zaczyna się brzmieć jak Darth Vader. Koszulka zaczyna się robić jakaś wilgotna, włosy... No kurcze, wszystko nie teges. A jeśli pobiega się trochę w nowych butach, może okazać się, że brakuje czegoś na stopie. Może skóry, może paznokcia. A jak jest zimno, to przez przypadek można się łagodnie mówiąc posmarkać. Fu! Jakie to bieganie jest fuj i ble!

Mam takie śmieszne wrażenie, że ludzie, którzy bardzo intensywnie wierzą w to, co widzą w telewizji, w euforii zapominają, że pozostają ludźmi, bez względu na to, jaką koszulkę mają na sobie. Że muszą się pocić, żeby nie ulec samozapłonowi. Tu przypomina mi się kampania reklamowa Nike sprzed paru lat. "Run yourself ugly!" grzmiał sportowy gigant, bombardując niewinnych adresatów obrazkami przedstawiającymi powykrzywiane twarze, ubłocone buty czy (prawie że)wymiotującego gościa. Juuu! Co to? Jak to tak, takie te ludzie fe?


źródło: Theloop

I chociaż tego typu reklama w wykonaniu firmy, która (nie oszukujmy się) zdecydowanie wpisuje się w hepi fit ran helfi trend, jest równie wiarygodna, co Małga używająca słowa endorfiny, to jednak jest ciekawa. Przyciąga uwagę swoją odwagą, skupieniem na fizjologii i aspektach, które zwykle, ze względów estetycznych, są pomijane.

Wróćmy więc do naszego hipotetycznego biegacza-adepta. Co ma zrobić?
Cóż. Kiedy już zda sobie sprawę z tego, jak bardzo rzeczywistość odbiega od telewizyjnego mitu, ma przed sobą dwie drogi i super ekstra trudną decyzję do podjęcia.

Może zrezygnować i stwierdzić, że bieganie nie jest dla niego 
(Bo może rzeczywiście nie jest. Przecież nie wszyscy muszą biegać.)

ALBO

Zostać biegaczem - biegaczem, śmiać się ze stron takich jak Uglyracepics, zaakceptować mniej reprezentacyjną stronę biegania i cieszyć się nieskrępowaną wolnością!


Pozdrowienia dla wszystkich czerwonych dziubków! Z tego wszystkiego będę musiała jeszcze kiedyś pochylić się nad tematem wizerunku biegającej kobiety. Tak bardziej.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...