Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

26 paź 2015

2 Cracovia Półmaraton Królewski - kolejny prezent od losu

Tak na sam początek - jeśli brakuje wam motywacji i każdego dnia powtarzacie sobie przed treningiem, że bez ciężkiej pracy nie będzie życiówki, to raczej nie czytajcie tej opowieści. Naprawdę.



15 paź 2015

Przestań szukać motywacji. Po prostu rusz tyłek!

Zimno, wieje, pada, mróz, ble, wszystko ble! A myśl, że trzeba jeszcze pójść pobiegać, to już w ogóle dramat. Nie bez powodu wielu biegaczy rezygnuje z trenowania właśnie w okresie jesienno-zimowym. Wszystkie złe rzeczy, które zupełnie nagle pojawiają się na ziemi i w powietrzu skutecznie odstraszają nieco mniej zapalonych amatorów sportu. Ci, którzy zostają na polu walki są skazani na niekończące się wewnętrzne bitwy i wewnętrzne rozdarcie między ciepłą herbatką i telewizorkiem a mokrym obrzydliwstwem na zewnątrz.
W chwilach, kiedy robi się ciężko, trzeba działać szybko. Nie ma co szukać inspiracji, bo w sumie ciężko znaleźć przekonywujące argumenty za tym, żeby wyjść, zmoknąć i wrócić, jeśli trening można przełożyć na inny dzień. Trzeba działać, a w dzisiejszym tekście, który paradoksalnie dostanie tag "motywacja" opowiem wam o trzech sposobach, które stosuję, kiedy jest mi smutno, źle, nie potrafię wygonić się z domu i nie pomaga świadomość tego, że mam plan, który trzeba zrealizować.



2 gru 2014

Polistopadzie oznacza koniec odpoczynku!

Mam nadzieję, że wszyscy zauważyli, że listopad się skończył!

Patrzę sobie na to endo, patrzę, patrzę i stwierdzam, że lubię leniuchować. Niby tak na co dzień wygląda na to, że ooo, bieganie, heja, ruszać się lenie, heja, a kiedy przychodzi co do czego, to lubię sobie poleżeć. Odpocząć i pocieszyć się tym, że mogę wszystko. Wszystko? Wszystko.

Smile? Smile i na zino!

Kiedy jest czas na ciśnięcie na treningach - cisnę i potrafię czerpać z tego przyjemność, bo wiem, że staję się szybsza i silniejsza. Kiedy jest czas na leniuchowanie, leniuchuję i jest równie fajnie.
Rów no wa ga!

A teraz do rzeczy.




O tym, że planuję trochę biegowo odetchnąć, pisałam już w październiku (o tutaj dokładnie). Plan był następujący - bieganie trochę pocierpi kosztem innych fajoskich rzeczy. Miały być stabilki, proprorirprororporrpocośtamcepcja, siła biegowa (No nie mogę. Serio myślałam, że sama z siebie będę to robić? Serio?) i całe mnóstwo rozciągania.

A co było?
Zaiste, bieganie leżało i kwiczało. I dobrze!
No wszystko oprócz podbiegów (ale podbiegi będą w piątek), a nawet dużo więcej! Na początku miesiąca spodziewałam się, że listopadowy kalendarz będzie przypominał październikowy, a teraz patrzę (patrzę, patrzę) i nie wierzę, że aż tak się zazieleniło. Znalazłam nawet czas na rolki i siłownię pod chmurką (Iwona: na placu zabaw dla 60+)!

I je stem ta ka peł na za pa łu do pra cy!
Bo 1 grudnia zaczęłam nowy plan treningowy!
(Ale ciiiii, żeby nie zapeszyć!)

PS Zauważyliście, jaki ładny klikacz Like mam na bocznym pasku? Zawdzięczam to Monice Mistrzyni Informatyki i jej znajomości Matrixa. I dziękuję bardzo!
 Bo tak ogólnie to teraz chwalę się swoim fenomenalnym biegowym życiem również na facebooku. To tak swoją drogą. Zapraszam!

16 paź 2014

Kwa. Odwiedziny w krainie śliczności

Nie wiesz, jak bardzo ci tego brakowało, dopóki znów tego nie poczujesz.

Usiądźcie na chwilkę.
Zamknijcie oczy i odprężcie się.
Wyobraźcie sobie najprzyjemniejszą rzecz, którą przeżyliście w tym tygodniu.

Potem pomnóżcie ją przez piętnaście, a poczujecie to, co ja wczoraj, kiedy po raz pierwszy po maratonie poszłam biegać.
Tak się śmiesznie poskładało, że minęło pół miesiąca, odkąd jestem w Krakowie, a (łącznie ze wczorajszym) biegałam tu dwa razy. Dwa. Pierwszy raz miał miejsce dwa dni przed maratonem, więc grzecznie przedreptałam chodnikiem do sklepu i z powrotem, żałując, że nie mogę pozwolić sobie na ani odrobinę szaleństwa.

Naprawdę bardzo przestawić się z tego na chodnik przy ulicy.


Wczoraj nie byłam ograniczona wizją maratonu i wszystkich złych rzeczy, które mogą się wydarzyć, więc wyprułam po południu prosto w szczere pole, tam, gdzie czuję się najlepiej. Do "lasu". Do moich kaczek, o których mogę opowiadać tygodniami, bo towarzyszyły mi w najprzyjemniejszych wiosennych treningach godziny piątej. Małga - Tarzan.
A, myślę, że dobrze byłoby wyjaśnić jedną w sumie ważną rzecz. Pod zagadkowym określeniem moje kaczki kryją się ukryte za lasem jeziorka, w okolicy których ludzie jeżdżą na koniach. Nie wiem, co to za miejsce i czy mogę tam być, co tylko dodaje smaku przygody każdej wyprawie. Odkryłam je minionej wiosny, kiedy w wodzie kąpały się miliony kaczek, a w czasie mroźnych poranków po tafli jeziora ślizgały się mgły. I od tej pory to moje ulubione biegowe miejsce. Muszę jeszcze troszkę pobłądzić, a może uda mi się skonstruować dziesięciokilometrową trasę uwzględniającą kaczki i prowadzącą w około 70% po naturalnym terenie. Asfalt fe. Asfalt jest winny większości kontuzji, bo jest płaski, nie wymaga równomiernej pracy mięśni, a w dodatku jest twardy.

Kolejna rzecz, którą możecie sobie tylko wyobrazić, bo zaczęła mi umierać bateria w telefonie i nie dało się zrobić  zdjęć: ścieżka, żółto czerwone liście, zachód słońca, a w radiu (często biegam z RMF Classic, taka ze mnie kulturalna bestyja) grają muzykę z Gladiatora. I od szczęścia aż robi się gęsto.

Jesień jest naprawdę piękna, przynajmniej dopóki nie zrobi się obłędnie zimno i mokro.
Mam nadzieję, że też korzystacie z tego, co w tym roku dostaliśmy od pogody!

Tak było w marcu

Nieco mniej fajne jest to, że wróciłam z bolącymi mięśniami gdzieś tam biodro-pachwino-coś. Ajdonoł, ajdonoł. Sypię się.

24 wrz 2014

Biegam najwidoczniej

Otóż. Od miesiąca mamy coś nowego, świeżutkiego i, rzecz jasna, oprotestowanego.
Nowe prawo! (Jeaaaa!) Ustawa nowelizująca ustawę, ustawę, ustawę, ustawę, ust...
Czyli że trzeba mieć coś odblaskowego, jeśli po zmroku przemierza się mroki terenu niezabudowanego, żeby samochód widział i nie rozjechał. Bo idzie takie, ubrane na czarno, czarną drogą w czarną noc. Kierowca rozjeżdża i potem jest płacz.
Całe mnóstwo ludzi w momencie, kiedy przeczytało, że (zakładając, że będą szli skrajem drogi gdzieś na końcu świata, na przykład w okolicy mojego domu) będzie musiało zakupić coś świecącego, podniosło krzyk. Bo jak to możliwe, jakim prawem ktokolwiek myśli, że może narzucać coś takiego? To już nie jest wolny kraj! Inni z kolei zaczęli prychać, że jak to, dlaczego niby to prawo będzie decydować o tym, czy trzeba... Przecież każdy ma zdrowy rozsądek...
Zdrowy rozsądek, tak?
No to przyznawać się, kto wcześniej nosił odblaski, ot tak na co dzień?
Ups. Ja nie.
Ale na treningach to już coś innego.
Jako że ciemności zaskakują mnie ostatnio coraz częściej w trakcie treningów, postanowiłam zebrać moje sposoby na widoczne bieganie po wiejskich górkach i dolinach z nieoświetlonymi drogami. Podejrzewam, że na obszarach podmiejskich też mogą się sprawdzić. W miastach też. Bo zawsze trzeba dbać, żeby wszyscy widzieli, że się biega i żeby mogli należycie się zachwycić i docenić.


  • Opaski Kuby Rozpruwacza - małe, świecące, samozwijające. Potrafią tak ekstremalnie obetrzeć, że po pierwszym razie, który miał miejsce jakieś dwa lata temu, wciąż mam najprawdziwsze dziury w nogach. Ale dobre! Zahartują każdego mięczaka i zrobią z niego drogobiegowego starego wyjadacza, któremu pot, krew i łzy (ewentualnie połączenie wszystkich trzech) nie są obce! Trzeba je tylko rozprostować, przyłożyć do kończyny i pozwolić im udusić, zatrzymać krążenie, wpić się w skórę!


  • Świecąca folia samoprzylepna - patent moje mamy z czasów, zanim zdobyłam artylerię ciężką, o której za chwilę. Można w sklepach papierniczych kupić folię, która jest  stworzona właśnie do tworzenia super ekstra spersonalizowanych odblasków. Wycina się taką maczetkę malutką, nakleja na łydce od tyłu i już wszyscy wiedzą, kto biegnie.

Foto: sklepreklamowy

  • Koszulki - oczojebki. Tutaj ma miejsce pięć minut koszulek marki Night Runners. Bo czy może być coś bardziej przeznaczonego do biegania w nocy, niż nightrunnersowe sukmanki?

  • Ciężka artyleria - kamizelka pana Ryśka - z góry przepraszam panów Ryśków, którzy mogliby pomyśleć, że to w jakikolwiek sposób ich obraża. W żadnym razie. Potrzebowałam tylko męskiego imienia, bo takie koszulki kupuje się w Castoramie, w dziale remontowym. (Teraz znowu zostanę osądzona o seksizm. Nie wybrnę, więc brnę dalej.) Ja moja zakupiłam późną jesienią zeszłego roku, kiedy po kilku drogowych przygodach zaczęłam poważnie martwić się o swoje życie i zdrowie w wypadku biegów po godzinie 15:30. Opłaca się, kosztuje niewiele, a wielu może uratować.

  • Propozycja dla zdeterminowanych, ewentualnie walczących z nocą polarną. EN ER CE!  Można zrobić sukienkę, pelerynę albo kokardę do włosów. I nie trzeba nic dodawać.
Tu panowie z Chudego Wawrzyńca w sukienkach.
Foto: sklep Napieraj.

Koniec. Może komuś się przyda?

23 wrz 2014

Hu hu ha jesień zła

Napisałaś, że wstaniesz. Co powiesz, jeśli nie wstaniesz? Że nie dałaś rady? A jeśli raz tak napiszesz, to co cię powstrzyma przed zrobieniem tego jeszcze raz? Albo jeszcze raz? Dobrze wiesz, że będzie gorzej.

Aaa, nie było tak źle. Może tylko trochę. Pykłam 24 w lodowatym wietrze, a pod koniec też w ulewie, po czym wróciłam do mojego królestwa herbatki, kocyka i orzechów. Na maczetę, nie dałam się zimie! O, przepraszam, jesieni.
Jakoś niewiele brakuje do tej zimy, kiedy powietrze tak dziwnie się układa, że kiedy biegnę drogą, czuję zapach dymu z czyjegoś komina. To jedna z tych okropnie zimowych rzeczy, które równocześnie są smutne i piękne. Tak, jak jesienne ogniska.

Podsumowując. Nie pozostaje mi nic innego, jak poczekać, aż na południe dotrze złota polska jesień. Bo wciąż w nią wierzę, choć od paru dni mamy słotą słotą jesień.
I nie myśleć o tym, że wkrótce będzie tak, jak na obrazeczku poniżej.

Zimno da się oswoić!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...