I tak oto końca dobiega PAŹDZIERNIK W SŁOWACH. Paradoksalnie kończymy serią zdjęć, przedstawiającą (nie)zwykły dzień. W moim przypadku to relacja ze środy. Środy, która okazała się dniem nieostrych zdjęć, o czym przekonałam się niestety dopiero dzisiaj.
Jesteście ciekawi, jak wygląda mój piękny dzień? No pewnie! Szykujcie się więc na serię kiepskich zdjęć i lecimy z koksem!
Skoro o koksie mowa, to mój dzień zaczął się tuż po szóstej rano. Kokszeniem właśnie. Hell yeah -stabilki rządzą!
Potem szybka wyprawa do sklepu po brakujące rzeczy i zabrałam się za tworzenie najlepszego śniadania od jakiegoś czasu. Pankejki z cynamonem i skórką pomarańczową. Nie wiadomo dlaczego, przez cały dzień śpiewałam świąteczne piosenki...
W trakcie jedzenia (bardzo niepedagogiczne zachowanie, nie róbcie tak nigdy!) rozpaczliwie czytałam ostatnie pięćdziesiąt stron lektury na zajęcia z literatury szwedzkiej XX wieku. Farmor och Vår Herre. Podobno istnieje naprawdę dobre polskie tłumaczenie.
Zdążyłam przeczytać. Poleciałam więc szybciutko na szwedzki i literaturę. Środy są dobre, bo mamy tylko te dwa zajęcia. Efekt? Masa chaotycznych notatek i wyjątkowo ciekawa analiza powieści! Tak na serio serio!
Potem fruuu z powrotem na mieszkanie i szybki obiad. Nóżka z zamrażarki (tatuś pakował w folijkę, więc grzechem byłoby nie zjeść!), ziemniaki i fasolka szparagowa. Do tego obowiązkowo kubek soku z buraków (nie ma co, ratuję się przed anemiami i całą resztą)
I wieczorny trening. We mgle. Przy niespełna dwóch stopniach. Wiecie, jak fajnie się biegło? Aż wplotłam w planowane lekkie hopsanie kilka szybkich, trzydziestosekundowych odcinków. (Aczkolwiek ta nieoświetlona część ścieżki przy błoniach jest naprawdę straszna, kiedy nie widać dalej, niż na odległość dwóch metrów)
I cóż... Czyżby wodoodporny tusz nie radził sobie z mgłą? A może to smok mnie zaatakował? Kwaśne deszcze?
Dobrze, że było ciemno i nikt nie widział, że zmieniłam się w niezmiernie łaciatą pandę. Chociaż zdjęcie nie pokazuje tego AŻ tak bardzo.
KONIEC!
Tu chciałam podziękować Różowej Klarze za możliwość wzięcia udziału w tym ciekawym projekcie. Było iście maczetowo :)
A tutaj poprzednie moje posty z serii:








